Szanowni,
nie przemawia do mnie podział proponowany przez Wacka. PTI można by podzielić według
różnych kryteriów, np. naukowcy kontra
praktycy (taka była zresztą diagnoza już pierwszego zjazdu delegatów). Jeśli chodzi o
aspekt finansowy, to PTI przetrwało tylko dzięki
różnorodności. Składki nigdy nie grały istotnej roli (Janusz Zalewski, gdy był
skarbnikiem, zasugerował, że najlepiej byłoby je zlikwidować,
bo tylko były z nimi problemy :-)) Za PRLu PTI żyło głównie z pośrednictwa między
członkami PTI - osobami fizycznymi (było ich
wówczas kilka tysięcy) a instytucjami państwowymi. Po 1990 r. zniknęły kwadratowe złotówki
i takie pośrednictwo było zbędne, w związku
z czym np. zjazd w 1990 r. był finansowany przez jego uczestnikówm a jako prezes Oddziału
Mazowieckiego nie miałem pieniędzy na
znaczki pocztowe (poczta elektroniczna jeszcze nie była powszechna). Potem żyliśmy przez
chwilę z konferencji, wreszcie z edukacyjnego
ECDL. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że gdyby nie zaangażowanie Piotra Fuglewicza i
Marka Miłosza w ECDL (czyli w edukację),
to żadnego PTI, ani naukowego, ani środowiskowego, dzisiaj by nie było.
W Referacie programowym Komitetu Założycielskiego PTI nie było wprawdzie wzmianki o
nauczaniu informatyki w szkołach
podstawowych, ale w zakresie działania planowanego Komitetu Kształcenia były programy i
metody nauczania informatyki w szkołąch
średnich oraz programy i organizacja informatycznych średnich szkół zawodowych, a także
metody wykorzystania środków informatyki w
nauczaniu. Edukacja była więc nam bliska od zawsze.
Pozdrawiam
Jarek Deminet